Kocham go bardzo ale muszę zapomnieć bo on znów znalazł inną... Napisałam mu smsa w którym byłam bardzo szczera jak nigdy,napisalam mu że go kocham jak nikogo na świecie... on na to nic mi nie odpisał,wogóle nie odzywał sie do mnie,poinformował tylko moją kolezankę na gg że ma znów dziewczyne i nie ma czasu na takie osoby jak ja i że nie jestem dla niego nikim szczególnym. Zabolało... Bardzo mnie to zabolało,tak jak by ktoś wbił mi nóz w serce... właściwie to tak sie właśnie stało...
Zastanawiam się dlaczego on mówił mi to wszystko na tym moście że mozemy być razem i dlaczego tak się zachowywał,przytulał,całował po szyi skoro nic do mnie nie czuł i nie czuje? Po co to robił i mówił? Bawił się mną? Od tej sytuacji już po miesiącu mial dziewczynę, a mi nie raczył tego w jakimś sensie wytłumaczyć DLACZEGO ze mną tak postąpił, tak okłamał!!!!!! Czuję taki wieli żal!!! Ale też mimo tego że jest dla mnie takim strasznym chamem ja nie potrafię go przestać kochać...
Czy mogę coś jeszcze w tej sytuacji zrobić? Chciałabym o niego walczyć nawet jeśli on tego nie chce... Tak bardzo go kocham... a to wszystko już tak długo trwa... A może zapomnieć? Ale jak zapomnieć o kimś kogo się kocha? Może są jakieś sposoby? Nie wiem co mam robić... Jestem załamana... Nie chce żeby to był koniec... Brakuje mi go,tęsknie za nim,chcę żeby mnie przytulił tak jak tylko on potrafi,chcę żeby mówił mi to co mówił,chcę usłyszeć jego głos,zobaczyć jego twarz,jego oczy-w nich widziałam wszystko,były takie szczere... Widocznie się pomyliłam bo jestem głupia...
Był pierwszym chłopakiem przy którym sie otworzyłam i byłam sobą,zawsze miałam z tym problem jesli chodzi o chłopaków,było mi trudno się otworzyć on był pierwszym którego wogóle pokochałam...
Proszę jeśli to ktoś wogóle przeczyta poradzcie mi coś? ;(
Nie radze sobie... Umówilam się na wizytę u psychologa ale przyjmie mnie dopiero za miesiąc,nie wiem czy wytrzymam do tego czasu,bo psychicznie już siadam... Becze non stop... Jest jakiś ratunek?
Siedze i piszę tą notkę... Już dawno tu nie byłam choć bylo wiele do pisania ale też w temacie ON wiele się nie zmieniło oprucz tego że dalej cierpię chyba nawet jeszcze bardziej... Już dawno nie było dnia w którym bym o nim choć raz nie pomyślała i nie płakała, zdaża mi sie to notorycznie i chyba nie przestanie się zdarzać.
Od czasu ostatniej notki napisałam mu smsa, wyznalam w nim wszystko co do niego czuję, a on odpisal mi że docenia to że chce sie pogodzić ale już nie będzie tak samo i że trzy dni temu rozstał sie z dziewczyną. Oczywiście załamalo mnie to ale udawałam że wszystko jest ok. Za pare dni przyjechał chciał się spotkać z moją przyjaciólką, kolegą i ze mną... Chcial ze mną gadać ja z początku nie chcialam, balam sie... Ale w końcu stało się i oddaliliśmy sie od reszty żeby pogadać on chcial ode mnie usłyszeć że go kocham powiedział że chce to usłyszeć bo sms to nie to samo... Ja tak bardzo się krępowalam i powiedziałam mu to teraz nie jestem w stanie bo bardzo się wstydze... Powiedzialam też że po co chce to usłyszeć skoro nic do mnie już nie ma, a on na to "skąd wiesz że dalej nie mam?",zaczeło padać, przyciągną mnie do siebie bardzo delikatnie,wzią moją dłon w swoją dloń, przytulił, całował po szyi, chciał mnie pocałować ale ja się nie zgodziłam... On powiedzial że możemy być razem... Staliśmy tak bardzo długo aż koleżanka zaczeła do nas wydzwaniać żebyśmy już przyszli bo trzeba wracać do domu.
Od tego czasu miną miesiąc, i znów od tego czasu zaczą robić to samo-nie odzywał sie do mnie,ja mu napisalam smsa że dlaczego to robi, że brakuje mi go,on nic nie odpisal... Od tego czasu przyjechał do naszego miasta dwa razy, tydzień temu był drugi raz, nie chcial sie spotkać... Mojej koleżance powiedział że odezwie się do mnie ale jeszcze nie teraz bo nie jest jeszcze gotowy, a sam na sam się ze mną nie spotka...
Dzisiaj on ma urodziny. Zastanawiam się czy napisać mu chociaż "wszystkiego najlepszego" czy wogóle już nic mu nie pisać i czekać aż sam się odezwie, albo wogóle już nie czekać...
Dlaczego on mi to robi? Jak ja mam to rozumieć? Strasznie jest mi cięzko, serce mi pęka... Znów narobił bałaganu w mojej glowie, w moim życiu, nawet jeszcze większego niż był i cisza... Bardzo go kocham. Nie wiem co mam robić... Wogóle nie potrafie sobie znaleść miejsca, codziennie becze, nic mnie nie cieszy,strasznie się zmieniłam... Odechciewa mi się życ... Zaczełam więcej palić choć mam astme i nie powinam bo to pogarsza mój stan ale ja mam wrażenie że papieros mnie odpręrza choć i tak dalej czuje się źle... Nic mi nie pomaga... Dobrze że jeszcze miesiąc do początku roku akademickiego choć nie wiem czy do tego czasu sie pozbieram... Boję się że nie bo już trwa to naprawdę długo...
W moim życiu było pare zauroczeń,ale dopiero teraz pierwszy raz się naprawdę w kimś zakochalam. On z samego początku nawet nie był chłopakiem w moim typie ale go pokochalam, nie planowalam tego, samo przyszlo znienacka... Już nie myślę tylko o tym jak mi go brakuję i jak bardzo tęsknie i chciala bym mieć przy sobie choć oczywiście tak jest ale myślę też o tym czy tam gdzie teraz mieszka na czas studiów i wakacji jest mu dobrze, w jakim towarzystwie się obraca,czy ma tam prawdziwych przyjacół, czy nie czuje się samotny, czy układa mu się w pracy,czy dobrze się odrzywia itd... Naprawdę się o niego martwię i troszczę, chcialabym dla niego jak najlepiej mimo że nie ma mnie przy nim...
On to moje kochane słońce...
Głupia jestem,wiem...
Jednak nie jestem silna tak jak kiedyś myślałam...
Jestem załamana,nie chce żyć! Czy dobrym pomysłem będzie jeśli moja koleżanaka powie mu że umarłam w wypadku samochodowym... On ciągle pokazuje jak ma to wszystko gdzieś i nic go nie rusza i nie wzrusza, a ja nie potrafie sobie z tym poradzić bo mi na nim naprawdę baaardzo zależy... Ale mu sie nie da nic przegadać, uważa że on nie zrobił i nie robi nic złego... chciałabym zeby poczuł pustke, żeby go coś ruszyło, chciałabym zobaczyć że mu zależy tak jak mi... Becze caly czas dzisiaj...nie chce mi się żyć i naprawde chciałabym umrzeć na dzień dzisiejszy...moja koleżanaka widząc to że jestem w totalnej rozsypce powiedziała że mu napisze na gg że ja umarłam żeby zobaczyć czy się przejmie i czy coś zrozumie i czy chciaż troche on pokaże że mu zależało lub zależy... Czy to dobry pomysł...? Mam to już gdzieś...Niech się dzieje co chce bo mi i tak już nic nie pomoże...
Zastanawiam się ostatnio czy przy wzroście 170 dobrą wagą jest 57kg? Ja tyle mam... Szczerze to wolałabym ważyć 60 albo nawet 65 ale jak to zrobić :-/ ???
Jem różne rzeczy ale jakoś nie idzie mi to ani w "boki" ani w cycki...
Co do niego...sama nie wiem...już miałam spokój i zapominałam i było mi dobrze....a teraz....? Znów się pojawił.... tydzień temu chciał znów gadać i wyjaśniać na co ja już nie wytrzymałam bo ile można sobie wszystko wyjaśniać a potem o tym wyjaśnianiu zapominać i znów wszystko piepszyć tak jak on to potrafi robić po prostu koncertowo... Po tym co mu powiedziałam "uciekł" do tego rzucając butelką od piwa przed siebie ze złości... Nie wiem czy to była z jego strony złość-bezsilność czy złość-na mnie... Napisałam mu na to smsa że go przepraszam bo może za bardzo się uniosłam i nie chcę mnieć w nim wroga ale on już nic nie odpisał...
I znowu mnie to boli... znów o nim pamiętam i zastanawiam się... zastanawiam się jakby to było gdybym puściła wszystko w niepamięć i z nim po prostu była...była mimo wszystko...
Jest mi źle... Jednak ciągle dalej myślę o nim mimo że zabroniłam sobie tego, myślę w większej lub w mniejszej częstotliwości ale ciągle i gdy o nim myślę mam jakieś dziwne "robaki" w brzuchu i gęsią skurke aż zimno mi się robi... Co to znaczy? Jaaaaaaaaa......... W między czasie zaczaił się do mnie nowy adorator, potencjalny chłopak na "chłopaka". Pisze do mnie na gg, pisze smsy, dzwoni, chce się spotkać,a ja..? A ja nie wiem co mam robić bo ciągle jeszcze nie zamknełam poprzedniego rozdziału który dalej mnie męczy i gdy o nim pomyślę cała staję się smutkiem...
Ciągle wszystkich chłopaków porównuje do NIEGO, pod względem zachowania, rozmów, żartów, a nawet jakichś konkretnych sytuacji w stylu "ciekawe czy zachowałby się tak jak on"... Już mnie to męczy... Nie wiem czy temu nowemu dać szanse na poznanie go lepiej czy też nie bo ciągle jeszcze mam głupią nadzieję że może jeszcze się "ułoży"...ale jestem głupia... Z tego wszystkiego nie chce mi się uczyć na zaliczenie w piątek ani też pisać pracy na zaliczenie w przyszły piątek... I co ja mam zrobić żeby to wszystko mnie tak nie absorbowało jak absorbuje i żebym mogła się zająć też innymi sprawami które też są przecież ważne...albo chyba ważne...? Już nic nie wiem... ;-(
Ciągły niekończący się dół opanował moje życie...
Widziałam go w knajpie, a on mnie ale udawał że mnie nie widzi lub że ja nie robie na nim już żadnego wrażenia i w takim stanie przesiedzieliśmy około 1,5 godziny on w stoliku po jednej stronie ściany ze swoimi znajomymi, a ja po drugiej stronie ze swoimi znajomymi. Ja również udawałam że mam to wszystko gdzieś i nie robi na mnie wrażenia-zwłaszcza po tym jak mnie potraktował-więc tak udawaliśmy że się nie znamy... W pewnym momencie podszedł do mnie znajomy chłopak którego kiedyś poznałam i tak pomyśleliśmy że by iść na zewnątrz lokalu na papieroska pech chciał że ON też był na zewnątrz ale przeszliśmy koło niego i staneliśmy duuużo dalej by go nie widzieć. Pogadaliśmy troche, wypaliliśmy fajke i wruciliśmy do środka.
Kiedy przechodziłam koło JEGO stolika z tym kolegą udawałam jak mi to wesoło i gadałam z tym kolegą nawet bardziej niż mi się chciało ale jednak chyba to zadziało bo...gdy wyszłam z moją koleżanką znów na zewnątrz bo ona chciała zapalić to on nagle wyszedł sam i mówi czy G.mogła by wyjść bo chciałby ze mną pogadać w cztery oczy, ja nie bardzo chciałam się na to zgodzić po tym jak mnie potraktował no ale dobra stało się...
Wielce mnie przepraszał, powiedział że dlatego tak mnie potraktował bo myślał że dzięki temu tak będzie lepiej dla niego i dla mnie że szybciej o sobie zapomniemy, puźniej powiedział że nie ma żadnej dziewczyny że specjalnie to powiedział żeby wzbudzić we mnie zazdrość, powiedział też po raz setny że dalej mnie kocha i chciałby ze mną być nawet klękną ja mu na to żeby tak nie mówił i tak sę nie zachowywał bo będzie żałował pozatym jest pijany a on że wypił pare piw ale nie jest pijany i wie co robi i co mówi i że nie będzie żałował bo wie co do mnie czuje i faktycznie nie wyglądał na pijanego może ewentualnie lekko podpitego. Po tym wszystkim kiedy byłam już w domu zadzwonił do mnie mówiąc że bardzo chce się ze mną spotkać na drugi dzień ja powiedziałam że ok i że dam mu znać smsem.
A na drugi dzień on milczał i ja milczałam aż wkońcu się troszkę wkużyłam i napisałam mu że nie wiem co jest prawdą w tym co mówił a co klamstwem a on cisza nic nie odpisał... A dużo puźniej gdy weszłam na gg on mial perfidny opis typu "ale było, nic nie pamiętam!"... i się nie odrzywał-znowu!!! Napisałam mu za pare dni od tego czasu czy tego chce żeby było tak jak przed jego przeprosinami i czy chce żebym go znienawidziła za to co robi, a on dalej milczasł, na drugi dzień po tym smsie go widziałam, a on mnie ale tak jak by mnie nie znal choć widziałam że nie wie jak się zachować,był troche nerwowy ale nawet zwykłego "cześć" nie powiedział...Chciałam podejść i mu coś powiedzieć ale już nie miałam sił by znów tego zaczynać i z nim gadać...
Co ja mam o tym wszystkim myśleć?! Znów mnie zranił... Co ja mam o nim i o tym wszystkim co mi mówił i co robił przed tym lokalem wogóle myśleć? Że to z jego strony było prawdziwe czy nie? Nie był przecież na.ebany że mu się jezyk plątał czy krzywo chodził żeby wyglądał naprawde na nieźle nawalonego, wyglądał na lekko podpitego, a nawet trzeźwego... Naprawdę on nic nie pamięta...
Mam ochotę go mimo wszystko pocałować i przytulić choć jestem wściekła na niego o to wszysto ale jestem wstanie mu wszystko wybaczyć bo jestem niestety taka głupia. Ale nie...zostawiam to i już nic z tym nie robie... To już koniec...
http://www.youtube.com/watch?v=FfRrpzbiFC4&feature=related
Ciągle o nim myślę... Ciągle wspominam... Nie mogę przestać... A miałam już być zimną suką... Zacznę znów od jutra... Tak zrobię... Muszę... To jedyne rozwiązanie...
Ja sama w sobie sprzecznością sprzeczność buduję... Nie mądrym stwierdzeniem z mojej strony było by gdybym napisała że znam się dobrze na tyle że za siebie dałabym sobie rękę uciąć... Ja siebie nie znam wcale mimo że ograniczenia które sobie narzuciłam funkcjonują nadal ew mnie od ich "narodzin"...
Teraz jeszcze tęsknie za tobą ale od jutra będę wredną zimną suką... Właśnie tak! Zadbam o to i postaram się jak tylko mogę byle by już do samej siebie nie wracać, obiecuję to sobie! Jestem słaba, zbyt krucha, zbyt dużo we mnie wrażliwości która mnie rani i zabija... Nie da się ze mną żyć... Ja, nie potrafię z sobą żyć... Dłużej tak nie mogę.
Zbuduję nową maskę, maskę bardziej szczelną i odporną na ciosy, maskę nie do zdarcia w którą się wtopię i to będę nowa "ja", "ja" z którą się już nie rozstanę bo nie będę chciała, a może nawet nie będę w stanie, ja stanę się nią, a ona mną. Maska ta będzie tak prawdziwa że nie będzie już żadnej innej. Będziemy stanowić jedność... A stara "ja" już nigdy nie wróci... Nigdy...

Nadzieja ciągnie mnie na dno... Nie potrafię złapać nowego powietrza w płucach... wszystko ucieka i wali się... I Zburzył się cały mój zamek z piasku...
Jest mi ciężko.. Bardzo... Nie wiem czym mam zająć myśli... W moich myślach ciągle ON... Nie mogę sypiać w nocy... Czy kiedyś zapomnę? Czy jestem w stanie zapomnieć? Ja mimo wszystko ciągle mam nadzieję że wszystko się jeszcze jakoś ułoży... Czy słusznie?
Nic nie sprawia mi radości, gdy widzę się ze znajomymi udaję że wszystko jest ok gdy tak naprawdę mam ochotę wyć...
Boże Proszę Cię niech to wszystko się już skończy...!!! Jeśli moim przeznaczeniem jest zapomnieć-PROSZĘ niech zapomnę szybko... Jeśli znów jest to że możemy być razem-PROSZĘ niech to nastąpi w niedługim czasie...
BOŻE JA USYCHAM BEZ NIEGO! Więc jeśli jedna z tych rzeczy ma się spełnić to proszę niech stanie się to jak najszybciej bo moje życie umiera powolną bolesną śmiercią...
Przepraszam za wszystko... Za to że się Tobą bawiłam, że robiłam Ci nadzieję, za to że było Ci przykro tak wiele razy przez moje słowa, przepraszam za to że mnie teraz nienawidzisz, przepraszam że narobiłam bałaganu w Twoim życiu, przepraszam że ja to tak wszystko spieprzyłam że teraz tak nie chcesz mnie widzieć i na mnie patrzeć, przepraszam za to że przeze mnie straciłeś kontrole nad swoim życiem w pewnym okresie, przepraszam za to że się w ogóle poznaliśmy, przepraszam za to że żyję i za to że moje imię teraz zawsze będzie Ci się źle kojarzyło...
...Przepraszam...
...KOCHAM CIĘ...
;(
Teraz to wiem...